iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

the lord

Wiem, że wiele Pań tego filmu nie lubi. Wiem też że jest w nim coś, że dorośli faceci potrafią go oglądać godzinami i się nim zachwycać. A to przecież trwająca prawie pół doby (w wersji reżyserskiej) bajka. Kto czytał książkę ten wie – ten film jest taki jak powinien być. Zrobiony z dbałością o detale i z wielkim szacunkiem dla prozy Tolkiena. Ogromny pokłon należy się wyobraźni Petera Jacksona – reżysera i scenarzysty sagi. Głównie dzięki niemu Władca Pierścieni wygląda nadal świeżo i porywająco, mimo że film już niemłody (pierwsza część wyszła w 2001 roku), a technika filmowa poszła w tym czasie o dwie epoki do przodu. Trwają właśnie pracę nad ekranizacją Hobbita – książki opisującej wydarzenia poprzedzające fabułę Władcy Pierścieni. Ta książka to dopiero bajka – Tolkien pisał ją dla swoich dzieci. Ale za produkcję znów bierze się Jackson a za reżyserię najprawdopodobniej (wyglądający jak brat Jacksona) Guillermo del Toro – ten od Labiryntu Fauna. Faceci znów będą ronić łzy:)

I oczywiście nie należy zapominać, że klimat filmu wpisuje się doskonały soundtrack autorstwa mistrza muzyki filmowej Howarda Shore. Jest to jedna z najpiękniejszych ścieżek dźwiękowych ever – nagrodzona zresztą Oscarem.

Dziś posłuchamy i pooglądamy – jedna z ładniejszych i bardziej wzniosłych scen drugiej części trylogii (Dwie Wieże) i jeden z lepszych utworów z soundtracka do niej. Jeśli ktoś chce posłuchać kawałka bez dialogów i dźwięków z filmu – można kliknąć tuuuuuu.
 

Komentarze (2)
łorabjurifuldej

Taka drobnostka z rana mi po głowie chodzi (zgadnijcie dlaczego). To utwór otwierający ostatnią płytę zespołu Queen nagraną z Freddiem - Made in Heaven. Kawałek nosi tytuł It's A Beautiful Day. Wprawdzie pieśni o podobnym tytule i przesłaniu jest masa, ale ta jest wyjątkowo urocza (już nie wspominając o mojej słabości do Queen).

Na marginesie to to, co widzicie w "teledysku" to rzecz jasna okładka wyżej wzmiankowanego albumu, a przedstawia ona pomnik Freddiego w Montreux nad Jeziorem Genewskim, gdzie Mercury spędzał dużo czasu, miał tam dom i studio nagraniowe.

 

Komentarze (0)
coś żywszego

Dziś tak szybciutko, na jednej nóżce. Stwierdziłem, że zanudzam ostatnio troszkę leniwymi, lirycznymi kawałkami i wykonawcami. Trzeba zapodać coś żywszego. Dobrze się składa bo od jakiegoś czasu mam fazę na Kosheen, szczególnie na ich pierwszy krążek - Resist. To już 8 latek prawie minęło od premiery, a brzmi nadal świeżo. Ci co zespołu nie znają to go pewnie znają ale nawet nie wiedzą, bo ze dwa przynajmniej ich hiciory krążyły kiedyś po radyjach a nawet dyskotekach (Catch i Hide U). Grają oni bowiem taki troszkę ambitniejszy trip-hop i drum'n'base, jak nic nadający się na disko-błysko :)

Hiciorów jak zwykle nie będzie, będzie coś mniej znanego, chociaż z pierwszych taktów można by pomyśleć, że to Tabular Bells Mike'a Oldfielda :)

Komentarze (0)
epika

Ten kawałek naprawdę mnie dzisiaj wyluzował przed zapowiadającym się ciężkim dniem. Zespół nazywa się Longview i nie należy go mylić z inną kapelką o tej samej nazwie grającą muzykę w stylu bluegrass (pochodna country). Chociaż bluegrass to akurat całkiem dobre słowo dla określenia tego utworu. Pieśń jest bowiem o drzewkach, słonku i porach roku - takie tam banały. Utwór to odprężający, liryczny, prosty a jednocześnie przestrzenny, wręcz epicki... ładne słówka co? :) Nic dziwnego bo Longview to nie są jacyś tam garażowi krzykacze, ale panowie, którzy odebrali gruntowe wykształcenie muzyczne. Również takie klasyczne - skrzypcowo-fortepianowe, co słychać zresztą w ich muzyce - lubią wykorzystywać partie smyczkowe i wielogłosowe kombinacje. Pochodzenie z Manchesteru zobowiązuje natomiast do grania melodyjnego brytyjskiego rocka więc, mimo że zespół to niezbyt znany (wydali całą jedną płytę) to ich brzmienia na pewno nie powstydziłyby się takie tuzy jak U2 czy The Verve.

No to zareklamowałem a teraz słuchamy. 

 

 

Komentarze (1)
bracia mniejsi

Jeśli chodzi o święta narodowe to Czesi to dopiero mają dobrze. 1 stycznia obchodzą Dzień Niepodległości upamiętniający odłączenie się od Słowacji a dla odmiany 28 października świętują utworzenie Republiki Czechosłowackiej... 17 listopada mają Dzień Walki o Wolność i Demokrację - m.in. na cześć walki studentów z nazistowskim reżimem w 1939 no i 8 maja Dzień Zwycięstwa upamiętniający koniec II wojny światowej. Jako złośliwy Polak powinienem teraz zadać pytanie o udział Czechów w owej wojnie :) ale nie zrobię tego, bo lubię i szanuję naszych sąsiadów. Miałem okazję pracować z Czechami i przekonać się, że wcale nie są złośliwymi polakożercami z kompleksem mniejszego sąsiada:)

Niestety jeśli chodzi o muzykę to za bardzo nie mają się czym pochwalić. Pominę już fakt, że słowo "muzyka" brzmi w większości języków podobnie (musik, musique itp), a u nich... "hudba". Tak samo rzecz ma się ze słowem "teatr" (po czesku: divadlo). Karierę (i to tylko w bloku wschodnim) zrobiła może jedynie Vondráčková i jej podobne kolorowe jarmarki, no i oczywiście Jozin z Bazin...

Ale jest jedna perełka. -123 min. (zwana w Polsce pieszczotliwie "Minutki") to "česká hudební skupina" - czyli czeski zespół muzyczny - grający połączenie rocka i bluesa. Panowie, nie dość, że dysponują szacunku godnymi umiejętnościami, to jeszcze pojęli w porę, że język czeski nie nadaje się za bardzo do śpiewania, a już na pewno nie do zrobienia międzynarodowej kariery. Śpiewają więc wyłącznie po łangielsku. Niestety, żadnego z ich najlepszych kawałków nie znalazłem na tubie, ale myślę, że i ten da jakieś pojęcie o ich twórczości.

 

Komentarze (0)
dziewczyna z gitarą

Orianthi Panagaris, jak łatwo się domyślić pochodzi z... Australii. Rocznik 1985. Wygląda jak skrzyżowanie Beaty Kozidrak z Avril Lavigne. Z tą drugą "panią" łączy ją jeszcze muzyka, gdyż Orianthi na co dzień gra (wydała 2 płyty) krzykliwy pop-rock dla nastolatek (tego Wam dzisiaj nie puszczę). No jakoś trzeba zarabiać na życie. Jej umiejętności wykraczają jednak ponad potrzeby tej muzyki. Wykraczają na tyle, że stała się ulubienicą Carlosa Santany, Erica Claptona i... Michaela Jacksona. Tak tak - to właśnie ona miała grać na jego ostatniej trasie koncertowej "This Is It". Kto był na filmie ten widział. Trasy się niestety nie doczekała, ale i tak warto odnotować jej osobę w muzycznym światku, tym bardziej, że to idealna bohaterka do portalu dla kobitek :)

Ci, którzy są wyczuleni na maestrię gitarowego grania patrzą na jej palce - pozostali mogą obserwować całokształt, bo widok, trzeba przyznać, robi wrażenie :)

 

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
showinista

Radio w odcinkach testowane na kobietach. Minimum słów, maksimum dźwięków. Do porannej kawy przed rozpoczęciem pracy.

Mój profil w iWoman.pl
Najnowsze wpisy
2009-11-27 09:06 the lord
2009-11-20 09:38 łorabjurifuldej
2009-11-18 22:45 coś żywszego
2009-11-17 18:43 epika
2009-11-11 23:52 bracia mniejsi